Kilka przemyśleń o warszawskiej giełdzie

Nasza Giełda Papierów Wartościowych to stosunkowo młody twór na rynku globalnym. Nie zawsze możemy być konkurencyjni w stosunku do zachodu, ale sporo w tym zasługi historii. Gdy Amerykanie zakładali giełdę na Wall Street w Nowym Jorku, u nas w tym czasie magnaci spiskowali sobie w Targowicy.

Parkiet, na którym inwestujemy po dziś dzień, narodził się dopiero 16 października 1991 roku podczas burzliwego i chaotycznego okresu przemiany ustrojowej. Przełom ten, był owocem kooperacji z francuskimi instytucjami giełdowymi, które pomogły nam skonstruować szkielet prawny i technologiczny giełdy i instytucji powiązanych takich jak: domy maklerskie czy izby rozliczeniowe.

Spółka GPW S.A. która funkcjonuje do dziś, została powołana przez ówczesnego ministra ds. przekształceń własnościowych Dr. J. Lewandowskiego i ministra Skarbu Państwa Prof. Leszka Balcerowicza. Skarb Państwa uznał taki sposób wprowadzenia akcji do obrotu, jako dobrą drogę do prywatyzowania swojego majątku.

Pierwsza sesja 16 kwietnia 1991 roku

Nadchodzi zatem 16 IV 1991 a wraz z nim pierwsza sesja giełdowa, w której brało udział pięć spółek: Exbud, Kable, Krosno, Próchnik i Tonsil. Przeprowadzono 112 transakcji, a dzienny obrót wynosił w przeliczeniu ~2 000 zł.

Sesje giełdowe odbywały się raz w tygodniu w systemie, który dzisiaj nazwalibyśmy systemem kursu jednolitego. Co oznacza, że po ustaleniu kursu na otwarciu sesji, można było zawierać transakcje TYLKO po tym kursie. Pamiętam dzień, gdy do jednego Domu Maklerskiego przyszedł klient, który chciał złożyć zlecenie PKD. Świeżo upieczony makler po egzaminie krzyczał: „Chyba PKC! (po każdej cenie)”. Dopiero po jakimś czasie dowiadywali się, że to chodzi o zlecenie właśnie z początków giełdy Po Kursie Dnia – PKD.

Tak wyglądał późniejszy wzrost liczby spółek notowanych na GPW od 1991 do 2010 roku. Niestety nigdy później już tak dynamiczny nie był, a od 2016 nasza GPW praktycznie akurat w tym zakresie się zwija, bo liczba delistingów konsekwentnie przekracza liczbę nowych IPO. Więcej na ten temat mówił jeden z naszych wykładowców na kursie MPW w tym materiale wideo: https://youtu.be/u1ihaLGSMio

Warto też pamiętać historię naszej pierwszej większej bańki, czyli akcji Uniwersal. Spółka zajmowała się w PRLu handlem AGD i Rometami. Wykres jej notowań zobaczysz niżej. Nie zapomnę nigdy historii jednego klienta, który opowiadał jak wszystkie pieniądze otrzymane ze sprzedaży auta „wpompował” właśnie w debiut Uniwersala. Dodał również, że koledzy śmiali się z niego i odradzali tę inwestycję. Po-20 krotnym wzroście ceny od debiutu, Ci sami koledzy odkupywali już od niego akcję na tzw. górce, a jego było już stać na nowe auto i założenie własnego biznesu, który prowadzi do dzisiaj.

„Nic nie może przecież wiecznie trwać” –  wspólnie z Anną Jantar mogli zaśpiewać akcjonariusze kupujący udziały spółki, bo w 1994 roku po spektakularnych wzrostach przyszedł czas na ciemną stronę księżyca i ostatecznie w 1999 roku Uniwersal został ściągnięty z giełdy jako groszówka.

GPW to naprawdę szybki rozwój

Sporym kamieniem milowym był rok 2000 i wprowadzenie systemu Warset. Przełom polegał na całkowitej automatyzacji przekazywanych zleceń i dostarczanie informacji o wszystkich transakcjach w trakcie sesji. Działał on dzięki centralnemu aparatowi notującemu, zainstalowanym w głównym komputerze giełdowym. Co oznacza, że polscy inwestorzy o raz pierwszy w karierze mieli wgląd do arkusza zleceń.

W 2000 roku zaczęto również udostępniać rzeczywiste dane giełdowe w Internecie. Od tamtego momentu wydaje się, że teoretycznie jesteśmy na ciągłej fali wzrostowej. Gdyby tylko nie te delistingi…

Niedługo potem Polska przystępuje do Unii Europejskiej, a GPW tym samym staje się bardziej popularnym i atrakcyjnym miejscem zwłaszcza dla inwestorów zagranicznych. Drugą stroną medalu niewątpliwie zostały zwielokrotnione przepisy prawne jakie muszą spełniać zarówno sama giełda jak i emitenci.

Pewien Pan Profesor na uczelni ekonomicznej, który nie miał w zwyczaju przynosić do auli nic więcej poza pełną kaburą anegdot i ciekawych opowieści (w odróżnieniu od innych – tych ze slajdami z tekstem), opowiadał z sentymentem o czasach, kiedy spółki raportowały poszczególne dane raz na 2 tygodnie. Był to bardzo uproszczony dokument, w którym znajdowały się tylko najistotniejsze wydarzenia i wskaźniki z punktu widzenia prowadzenia działalności spółki. Dzisiaj roczne sprawozdania finansowe spółek giełdowych są tak obszerne, że w całości ze zrozumieniem czytają je chyba tylko ci co je piszą (albo i nie).

Pomimo niewielkiego stażu GPW naprawdę rozwija się w imponującym tempie. System przeprowadzania zleceń, obowiązki maklerów, wachlarz instrumentów dostępnych na rynku jak i wygląd samej giełdy zmienia się diametralnie z dekady na dekadę. Jako przyszli maklerzy i aktywni obserwatorzy rynków patrzący nieustannie w przyszłość, powinniśmy się zacząć zastanawiać jak będzie wyglądać nasz parkiet za parę lat. Jedno jest pewne – takiego scenariusza jaki się zrealizował, żaden inwestor składający zlecenia PKD na Próchnik, nie zakładał.

Z tą optymistyczną myślą zostawiam wszystkich, którzy zastanawiają się czy warto zostać maklerem. Warto 😉

Jeśli też chcesz zostać Maklerem, to zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą specjalnego kursu przygotowanego przez samych licencjonowanych maklerów. Możesz w nim uczestniczyć zarówno w formie stacjonarnej, jak i online lub po prostu wybrać opcję VOD do odtwarzania w najwygodniejszym dla siebie momencie :). Sprawdź więcej na: https://zmid.org.pl/szkolenia/kurs-na-licencje-maklera-papierow-wartosciowych-forma-online-lub-stacjonarna/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.